Z japońskiego do belgijskiego nieba w 1/8 finału!

Foto: Wikimedia Commons

Pod kątem zmienności sytuacji był to na pewno najlepszy mecz na tym Mundialu. „Samurajowie” z Japonii prowadzili już 2:0, mieli w swoich rękach ćwierćfinał Mistrzostw Świata, ale trzy bramki Belgów, w tym ta w ostatniej akcji meczu zabrały im marzenia o tej fazie mistrzostw. „Czerwone Diabły” grają dalej!

Szósty mecz 1/8 finału Mistrzostw Świata w Rosji na papierze niekoniecznie był uznawany jako hitowe starcie. Zacznijmy od tego, że reprezentacja Japonii, mierząca się z Belgią, zniesmaczyła piłkę nożną w ostatnim meczu grupowym z Polską. Ostatnie 15 minut tego spotkania to ciągła wymiana piłki reprezentantów Japonii, w strachu przed tym, że przypadkiem, któryś z Azjatów mógłby faulować biało-czerwonych i ryzykować spadek w klasyfikacji Fair Play, która po raz pierwszy w historii jakiemukolwiek zespołowi dała awans do fazy pucharowej. Z drugiej strony barykady znalazła się dziś Belgia – zespół, który pokonał Anglię 1:0, wygrał grupę G, a „złote pokolenie” w końcu miało przynieść chlubę swojemu krajowi i osiągnąć największy w historii piłkarski sukces. Pierwszy z kroków miał zostać wykonany już dzisiaj.

Początek tego spotkania miał dość zaskakujący przebieg. Na boisku można było wreszcie zobaczyć walczących „Samurajów”, szybko biegających za każdą piłką. „Czerwona Wiśnia” była nawet początkiem tego spotkania stroną przeważającą, jednak rywale kilkoma wyjściami pokazali, że przy niewielkim nakładzie sił potrafią przejść w okolice pola karnego Eiji Kawashimy. Przez długi czas nie widzieliśmy jednak nie tylko celnego strzału, ale też nawet bardzo dobrej sytuacji po którejś ze stron.

Pierwsza taka nadarzyła się „Czerwonym Diabłom” w 26. minucie meczu. Z prawej strony Meunier posłał kapitalne dośrodkowanie między dwóch japońskich obrońców do Lukaku. Ciemnoskóry napastnik był jednak w kleszczach i nie dał rady z tej bardzo dobrej sytuacji oddać strzału. Przez kolejne minuty Belgia zdecydowanie przycisnęła, nie wychodząc właściwie z 16-tki Kawashimy.

Napór nie dał jednak takich efektów, jakie były przez Belgów oczekiwane. Po kilku minutach mecz się uspokoił i znowu mimo dobrego tempa nie było dogodnych okazji. Jedni i drudzy potrafili się przedostać pod pole karne rywala, ale nie stwarzali zagrożenia, gdyż brakowało zakończenia dobrych okazji. Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 0:0 i wszystko nadal było w tym meczu możliwe.

Początek drugiej połowy poraził faworytów tego meczu. Błąd Jana Vertonghena wykorzystał w środku boiska Gaku Shibasaki, zagrał świetne prostopadłe podanie w pole karne, a tam sam na sam z Courtouis stanął Genki Haraguchi, uderzył piłkę na długi słupek, a ta po odbiciu od niego znalazła się w siatce i sensacyjnie było 0:1.

Zszokowani Belgowie ruszyli do niesamowitej ofensywy i za kilkadziesiąt sekund kapitalną sytuację miał Eden Hazard, który dostał piłkę w polu karnym i uderzył bardzo precyzyjnie, ale ta odbiła się od słupka, nie wpadając do bramki Kawashimy. Co jednak nie wpadało Belgom, zaczęło wpadać „Samurajom”. Cztery minuty po pierwszej bramce, ponad 20 metrów od „twierdzy” Courtouis znalazł się Takashi Inui i bez zastanowienia uderzył precyzyjnym strzałem gdzieś w okolice lewego słupka bramki. Belgijski golkiper wyciągnął się jak długi, jednak nie sięgnął piłki, a Japończycy byli o krok od piłkarskiego raju – ćwierćfinału Mistrzostw Świata.

Zszokowani Belgowie ponownie zaatakowali w 62. minucie. Na prawej stronie piłkę ponownie dostał aktywny Meunier, dośrodkował na wysokość głowy Romelu Lukaku, a ten – mając przed sobą tylko Kawashimę – uderzył minimalnie obok prawego słupka bramki, choć była to stuprocentowa sytuacja, która powinna się zakończyć golem.

„Czerwonym Diabłom” nie szło łatwo, ale zaczęli odrabiać straty w 69. minucie. Stało się to jednak wręcz w kuriozalnych okolicznościach. Po zamieszaniu w polu karnym piłkę wybił bramkarz Japonii, a ta wysoką parabolą spadła na głowę Jana Vertonghena. Belgowi nie przeszkodził duży kąt i duża odległość – uderzył piłkę głową, a ta wpadła obok lewego słupka bramki „za plecy” bezradnego Kawashimy.

To był jednak dopiero początek odrabiania strat, a sytuacja odwróciła się jak w kalejdoskopie pięć minut później. Po akcji na lewym skrzydle Eden Hazard dośrodkował w pole karne, a tam był już specjalista od gry głową – Marouane Fellaini. Zawodnik Manchesteru United strzelił w swój ulubiony sposób na 2:2 i na 16 minut przed końcem spotkania zaczynaliśmy wszystko od nowa.

Przez kolejne kilkanaście minut mieliśmy nadal szybkie tempo spotkania, a jedna i druga drużyna tworzyła sobie sytuację. Najgroźniejszą z nich stworzyli Belgowie w 86. minucie. W przeciągu kilku sekund – najpierw Chadli, potem Lukaku dwa razy uderzali głową, stojąc w polu karnym, jednak w obu sytuacjach wspaniałą paradą popisał się Eiji Kawashima.

Wszyscy szykowali się do dogrywki. Japończycy pod koniec trochę zwalniali grę, jednak próbowali też stworzyć sobie sytuację. Ale w 94. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę wyłapał Courtouis i błyskawicznie rozpoczął kontrę Belgów. W kilka sekund piłka znalazła się u Kevina De Bruyne, który popędził środkiem boiska, zagrał na prawo do Meuniera, a ten dośrodkował w pole karne. Tam piłkę przepuścił Lukaku, a dzieła zniszczenia z najbliższej odległości dokonał rezerwowy Nacer Chadli. To była ostatnia akcja tego meczu, w której Belgowie spuścili swoich rywali po prostu do piekła, z którego szybko mogą się nie podnieść. Na wyciągnięcie ręki mieli ćwierćfinał Mistrzostw Świata, a dali sobie strzelić trzy bramki, z czego decydującą w ostatniej akcji spotkania! Belgia w niebie, Japonia w piekle!

1/8 finału Mistrzostw Świata

Belgia – Japonia 3:2 (0:0)

69’ Jan Vertonghen, 74’ Marouane Fellaini, 90+4’ Nacer Chadli – 48’ Genki Haraguchi, 52’ Takashi Inui

Żółte kartki:

40’ Gaku Shibasaki

Belgia: Thibault Courtouis – Toby Alderweireld, Vincent Kompany, Jan Vertonghen – Thomas Meunier, Kevin De Bruyne, Axel Vitsel, Yannick Carrasco (65’ Nacer Chadli), Dries Mertens (65’ Marouane Fellaini), Romelu Lukaku, Eden Hazard

Japonia: Eiji Kawashima – Hiroki Sakai, Maya Yoshida, Gen Shoji, Yuto Nagatomo – Makoto Hasebe, Gaku Shibasaki (81’ Hotaru Yamaguchi), Genki Haraguchi (81’ Keisuke Honda), Shinji Kagawa, Takashi Inui – Yuya Osako

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 621 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*