Ponad 200 lat, ponad 250 metrów – jak się zmieniał rekord świata w lotach?

Foto: Wikipedia

Ponad 200 lat sięga już historia skoków narciarskich. Na przestrzeni tego czasu trwała ciągła walka o to, by być najlepszym – chodziło o wygrane, ale też o rekordy świata. Czy ludzie będący prekursorami skoków narciarskich wiedzieli, że blisko 200 lat później zostanie przekroczona granica 200 metrów. Przed pierwszymi lotami w sezonie trochę o rekordzie świata w długości skoku narciarskiego.

Początki nigdy nie są łatwe… i dalekie

Prehistoria skoków narciarskich – bo tak ją trzeba nazwać – sięga początków XIX wieku. Ich kolebką była Norwegia i to tam – w 1808 roku – żołnierz Olaf Rye na oczach swoich kompanów osiągnął 9,5 metra. Działo się to w Eidsberg, ale historycy skoków nie do końca wiedzą, czy można uznać to za pierwszy rekord, czy za taki należy raczej wziąć próbę Sondre Norheima – ojca nowoczesnego narciarstwa, który w 1868 roku  „pofrunął” na odległość 19,5 metra. I tu nie obyło się bez komplikacji, bo pewne źródła podają, że Norweg skoczył dalej, ale nie dokonano oficjalnych pomiarów rekordowego skoku.

Co ciekawe, początkowo brano pod uwagę tylko styl danego lotu i aż do 1901 roku nie było systemu punktowania odległości, więc skoki narciarskie były dyscypliną wyłącznie techniczną. W tej chwili odległość można uznać zdecydowanie za najważniejszą składową oceny za skok. Od początku XXI wieku aż do osiągnięcia odległości ponad 100-metrowej minęło 35 lat, jednak w tym czasie w historii rekordu świata rzuca się jedno nazwisko – w 1931 roku Bronisław Czech uzyskał 79,5 metra – działo się to we włoskim Ponte di Legno, jednak nie przetrwało zbyt długo.

Początek ery 100 metrów i… era Oberstdorfu

W 1934 roku nastąpiło otwarcie „Bloudkovej velikanki” – nazwa obecnie kojarzy się z Planicą. To właśnie na tej słoweńskiej skoczni – będącej na tamte czasy mamutem, mimo że jej punkt K wynosił 120 metrów – otworzyła się nowa era skoków. 15 marca 1936 roku Josef Bradl pofrunął na odległość 101,5 metra, będąc pierwszym skoczkiem w historii, który przekroczył tę niesamowitą barierę. Potem rekordy nie były już bite w takim tempie, na co wpływ miał tez pewnie okres wojenny. W 1948 roku Frilz Tschannen ze Szwajcarii uzyskał w Planicy 120 metrów – na tamte czasy również było to rekordowe osiągnięcie.

W 1950 roku nastąpił kolejny przełom w historii. W lutym otwarto Heini-Klopfer Skiflungschanze w Oberstdorfie. Pierwszym rekordzistą tej skoczni został Willi Gantschnigg z Austrii (124 metry), co było też na tamte czasy najdalszym lotem w historii. Mniej więcej w tym samym czasie otwarto skocznię mamucią w Kulm, ale na pierwszy rekord świata poprawiony na niej trzeba było czekać do 1 marca 1962 roku i próby Pettera Lessera (141 metrów).

Kolejną skocznią na której można było oddawać rekordowe skoki stała się Vikersundbakken, która powstała co prawda już w 1936 roku, ale dopiero 30 lat później została zmodyfikowana w ten sposób, że stała się mamucią skocznią z prawdziwego zdarzenia. Pierwszy rekord świata z tego obiektu należał do Norwega Bjorna Wirkoli i wynosił 145 metrów – działo się to wszystko 12 marca 1966 roku.

126 lat i… 200 metrów

Potem do gry weszły dwie inne skocznie. Wirkola jako pierwszy skakał też najdalej na Velikance (156 metrów w 1969 roku), podczas gdy siedem lat później na obecnie upadającym Certaku aż 176 metrów poleciał jeden z austriackich specjalistów od lotów narciarskich – Toni Innauer. Wszyscy powoli nastawiali się na to, co nieuniknione – przekroczenie granicy 200 metrów. Licząc od rekordu Sondre Norheima z 1868 roku, minęło dokładnie 126 lat, gdy Toni Nieminen osiągnął w Planicy 203 metry i został pierwszym skoczkiem, który przeleciał tę magiczną granicę. Ten fenomenalny skok można zobaczyć poniżej.

Przez kolejne kilkanaście lat rekordy świata można było bić tylko w słoweńskiej Planicy – do teraz jest to zresztą mekka lotów narciarskich, gdzie zazwyczaj kończy się długi sezon zmagań najlepszych na świecie. Przez chwilę współrekordzistą świata był nawet Adam Małysz, który 20 marca 2003 roku wyrównał rekord Andreasa Goldbergera (pobity dwa dni wcześniej) – osiągając 225 metrów. Najbardziej pamiętnym rekordem, jaki do tej pory padł na Velikance był ten z 20 marca 2005 roku. Dzień zresztą był to historyczny, bo to właśnie wtedy bito rekord świata w  długości skoku aż cztery razy. Robili to kolejno: Tommy Ingebrigtsen, Bjoern Einar Romoren, Matti Hautameki… i jeszcze raz Romoren, który wtedy pułap wystawił rekordowo daleko – skoczył 239,5 metra. Ten skok prezentujemy poniżej. Niedługo po nim na belce zasiadł Janne Ahonen i wykręcił kolejną magiczną barierę – 240 metrów, ale po skoku niebezpiecznie uderzył plecami o zeskok, w efekcie czego – na koniec sezonu – nabawił się poważnej kontuzji.

Era Vikersund i rekord Krafta

Co ciekawe, Romoren pobił ostatni rekord świata w długości skoku narciarskiego na Velikance. W 2010 roku przebudowano skocznię w Vikersund i to tam zaczęły się dziać niebotyczne rzeczy, a rekord Romorena jest dziś wyśrubowany o 14,5 metra – od 18 marca 2017 roku należy do Stefana Krafta (253,5 metra). Rekord Polski w długości skoku jest dokładnie dwa metry krótszy – w tej chwili dzierży go Kamil Stoch, który pobił w Planicy o 6 metrów osiągnięcie Piotra Żyły, przy okazji bijąć w fenomenalnym stylu rekord legendarnej Velikanki.

Kolejne pytanie brzmi – czy pęknie kiedyś granica 300 metrów? Rekord świata w długości skoku nie osiągnie już tak szybkiego tempa ewolucji, jak w XX wieku – na to nie ma szans. Pojawiają się nowe – mniej i bardziej absurdalne pomysły (tunele dojazdowe do progu, skoki w hali), ale na razie nikt nie rusza konstrukcji obecnie używanych skoczni mamucich i to jest chyba najważniejsze. Nie raz widzieliśmy, że skoki to piękny sport, ale gdy w grę wchodzi lot na ćwierć kilometra staje się on nie tylko niebezpieczny, ale nawet… ekstremalny, a to może szybko zaprowadzić do tragedii…

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 668 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*