Polskie Legendy: Wojciech Fortuna

Foto : Wikipedia

Z okazji zbliżającego się sezonu zimowego warto przedstawić sylwetkę legendy polskiego narciarstwa, pierwszego złotego medalistę olimpijskiego w skokach narciarskich.

Wojciech Fortuna przyszedł na świat 6 sierpnia 1952 roku w Zakopanem. Ja wspomina swoje pierwsze skoki oddawał na Antałówce, gdzie wraz z kolegami usypywał skocznię ze śniegu.

Jego prawdziwe skakanie rozpoczęło się w 1962 roku, tuż po zakończonych mistrzostwach świata w Zakopanem. Młody Wojtek, który śledził te wydarzenia postanowił iść w ślady swojego idola Łaciaka, więc zapisał się do zakopiańskiego klubu Wisła – Gwardia.

– Moja kariera zaczęła się po zakopiańskim „fisie”. Przyszedłem na skocznię wraz z ojcem. Bardzo spodobały mi się skoki. Jako młody chłopak dostałem narty, buty i zacząłem trenować na Maleńkiej Krokwi. Było wtedy w klubie ponad stu skoczków, wśród nich mój wzór – Stanisław Gąsienica – Daniel. Potem skakałem na Małej i Średniej Krokwi, a następnie na Wielkiej. Po raz pierwszy w wieku 13 lat. Byłem mały, słaby, ale trener widział, że się nie boję i to dawało efekty. Startowałem razem z juniorami i nie miałem wielkich wyników, ale zawsze w piątce się mieściłem. Na mistrzostwach Polski byłem trzeci. Potem, gdy miałem 14-15 lat, pojechałem do Austrii, na mistrzostwa Europy juniorów. Ja tam byłem szesnasty, pamiętam jak dzisiaj, z tym, że skoki mi wtedy nie wyszły. Miałem niezbyt dobre narty. Ale od tej pory zaczęły się poważniejsze starty w kadrze wyjeżdżającej za granicę – opowiada Fortuna.

Coraz bliżej było do zimowych igrzysk olimpijskich w Sapporo. Podczas krajowych eliminacji Fortuna spisał się dość słabo, choć jego forma wciąż szła w górę. Ostatnią szansę dali mu trenerzy Fortecki i Gąsiorowski, którzy zorganizowali dla niego specjalne kwalifikacje, a o jego wyjazd na igrzyska zabiegało całe sportowe środowisko wraz z ówczesnym ministrem sportu.

Podczas dodatkowych kwalifikacji 19-latek nie zmarnował danej mu szansy i pojechał na wyprawę do Japonii.

Już pierwsze treningi w Sapporo pokazały w jak świetnej dyspozycji jest Fortuna. Polak skakał w granice rekordu skoczni, ale i pozostali reprezentanci pokazywali niezłą formę.

Podczas pierwszego konkursu na średnim obiekcie całą pulę medalową zgarnęli Japończycy. Złoto zdobył Yukio Kasaya, srebro wywalczył Akitsugu Konno, a brąz Seichi Aochi. Fortuna uplasował się na szóstym miejscu, 24. był Adam Krzysztofiak, a 32. Tadeusz Pawlusiak. Idol Wojciecha Stanisław Gąsienica – Daniel był dopiero 39.

Dzień 11 lutego 1972 roku jest jednym z najszczęśliwszych dni polskiego narciarstwa. Na japońskiej Okurayamie zgromadziło się 50 tysięcy kibiców, a ludzie w całej Polsce spędzali czas przed telewizorami oglądając zmagania skoczków. Spodziewano się bardzo wysokiego poziomu konkursu i nikt się nie zawiódł.

Kiedy przyszła kolej na pierwszy skok Fortuny, usiadł na belce skoncentrowany jak nigdy wcześniej.

– Jadę i w momencie odbicia poczułem, że wyszedłem z progu pół metra wyżej niż w każdym życiowym skoku. To było idealne, perfekcyjne wyjście z progu. No i lecę, nie mogę się wycofać, aż spadłem na czerwoną linię oznaczającą punkt krytyczny skoczni. Nie ruszyło mnie przy lądowaniu. Ręce uniosłem do góry, bo wiadomo, bardzo się cieszyłem. Patrzę na tablicę wyników: 111 m i 130, 4 pkt, takiej noty nie pamiętam, nie widziałem nigdy w życiu – wspomina Fortuna.

To był szok dla wszystkich. Sędziowie nawet zdecydowali się na chwilowe przerwanie konkursu. Czechosłowacy i Niemcy wnieśli nawet o anulowanie pierwszej serii i ponownego jej rozegrania. Protesty nie przyniosły jednak żadnego rezultatu.

Skok Polaka w drugiej serii był jednak dużo słabszy. Uzyskał tylko 87,5 metra. Wydawało się, że pogrzebał szanse na medal, ale rywale również nie wytrzymali presji. Wszyscy wylądowali praktycznie na tej samej odległości. Końcówka zawodów była bardzo nerwowa. Reprezentant Szwajcarii Walter Steiner skoczył 103 metry i tracił do Fortuny jedynie 0,1 punktu. Tuż za nim był skoczek z NRD Rainer Schmidt, ze stratą 0,6 punktu. Polak wywalczył setny medal w historii polskich startów olimpijskich i pierwszy złoty w konkurencjach zimowych.

Po nieoczekiwanej wygranej w Sapporo, Fortuna nie poradził sobie ze sławą, która na niego spadła.

– Wożono mnie jak małpę od jednego do drugiego miasta. Spotykałem się z różnymi ludźmi. Każdy chciał się ze mną napić wódki, a ja byłem młody i nie potrafiłem odmówić – wspomina złoty medalista.

Wielka ilość bankietów i alkoholu przełożyła się na słabą dyspozycję. Polak zaczął szybko przybierać na wadze i nie potrafił wspiąć się na uzyskany przed olimpiadą poziom. W wieku 26 lat zdecydował się na zakończenie kariery. Jednak jego wyczyn do dzisiaj budzi podziw i jest wzorem dla wszystkich młodych adeptów sztuki skakania na nartach.

Paweł Gębusiak
O Paweł Gębusiak 411 artykułów
Absolwent UWM w Olsztynie na kierunku Ekonomia, Uniwersytetu w Białymstoku na kierunku Polityka Społeczna oraz Politechniki Białostockiej na kierunku Informatyka. Mistrz Polski WPF 2018 w kulturystyce w kategorii Bodybuilding Disabled. Sportowiec z krwi i kości, pasjonat.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*