Polki awansowały do Final Six! Co nam powiedziała Liga Narodów?

Foto: Flickr

Do sukcesu popularnych „Złotek”, które w 2001 i 2003 roku zdobywały Mistrzostwo Europy wracamy nieprzerwanie. Być może obecna kadra powoli zacznie nawiązywać w jakiś sposób do pięknej karty swoich poprzedniczek. Na razie, początkiem sezonu reprezentacyjnego w 2019 roku podopieczne Jacka Nawrockiego zakwalifikowały się do Final Six Ligi Narodów i trzeba to uznać za wielki sukces.

15 spotkań, 9 zwycięstw, 26 punktów

Takiego dorobku po Polkach się nie spodziewaliśmy. Po wygranym turnieju Montreux Volley Masters apetyty wzrosły, ale wydawało się, że już podczas turnieju w Opolu szybko zostaną ostudzone. Pierwsze dwa sety inauguracyjnego meczu z Włoszkami były fatalne, jednak wynik 0:2 zmobilizował nasze panie do lepszej gry i ostatecznie skończyło się na przegranej, ale dopiero po tie-breaku. Potem poszło już dużo łatwiej. To po pięciu kolejnych wygranych (z Niemcami, Tajlandią, Bułgarią, Brazylią i Holandia) pojawiła się pierwsza myśl: „A może by tak… do Final Six?”

Zresztą mecz  z „Canarinhas” może być uważany jako szczególny. To spotkanie musiało podbudować drużynę Jacka Nawrockiego, bo z reprezentacją z Ameryki Południowej nasza kadra po raz ostatni wygrała w 1970 roku, by potem w piętnastych kolejnych spotkaniach ulec utytułowanym przeciwniczkom. Dość jednak o tym – po turniejach w Opolu i Apeldoornie przyszły starcia w belgijskim Kortrijk, gdzie Polki przegrały 0:3 z Serbkami, ale zwyciężyły kolejno Belgię i Rosję. Najtrudniejszy turniej miał przyjść w Jiangmen, gdzie każdy punkt był przyjmowany jako duży wyczyn. Porażki 0:3 z Chinkami i 1:3 z USA były spodziewane, ale na ostatni dzień turnieju nasze zawodniczki podniosły się i po zaciętym meczu przegrały 2:3 z Turcją. Ostatni turniej w koreańskim Boryeong to wygrana 3:1 z Japonią oraz po horrorze 3:2 z Dominikaną. Już po tych meczach nasze panie miały pewny awans na skutek dobrego splotu innych wyników, więc mecz z Koreą – przegrany 1:3 – był tylko formalnością.

Jak wyglądamy na poszczególnych pozycjach – rozegranie

W tym sezonie faza interkontynentalna przez wiele reprezentacji była traktowana ulgowo. Polki niektóre mecze grały z drugim zespołem rywala, ale to nie umniejsza faktu fantastycznego dorobku 9 zwycięstw, szczególnie, że i u nas nie zawsze było kolorowo. Podstawowa rozgrywająca – Joanna Wołosz – zagrała tylko pierwszy turniej w Opolu, by potem dostać wolne. Przed turniejami w Azji nabawiła się kontuzji i choć z kadrą była, to godnie zastępowała ją młodziutka Julia Nowicka, dla której takie mecze, jak z USA, Chinami czy Turcją to olbrzymi materiał na przyszłość, szczególnie, że w tym czasie musiała na boisku przebywać cały czas, grając bez zmienniczki.

Jak wyglądamy na poszczególnych pozycjach – atak

Olbrzymią robotę w ataku wykonała Malwina Smarzek. W sumie w 14 meczach nasza atakująca zdobyła 364 punkty, co daje średnią… 26 punktów na mecz. Najmniej punktów zdobyła z Turcją (15), najwięcej w pamiętnym spotkaniu z Bułgarią, gdzie pobiła rekord rozgrywek – nawet wliczając turnieje World Grand Prix. Wtedy na jej koncie zgromadziły się 42 oczka. W wielu meczach zawodniczka Zanetti Bergamo wykonywała… ponad 60 ataków. To olbrzymia dawka, która na pewno okupiona jest olbrzymim zmęczeniem, ale też radością, bo Malwina dobrze wie, że bez niej tego sukcesu by nie było. Zmienniczki – zarówno Monika Bociek, jak i Zuzanna Górecka – właściwie nie odegrały większej roli. W ostatnim meczu turnieju w Boryeong Malwina w ogóle nie występowała,, a zastąpiła ją… nominalna przyjmująca naszej kadry Magdalena Stysiak.

Jak wyglądamy na poszczególnych pozycjach – środek

Na innych pozycjach trener Jacek Nawrocki bardzo zgrabnie kierował drużyną. Na środku  zdecydowanie najwięcej grała Agnieszka Kąkolewska, ale świetnie uzupełniały się też Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Kamila Witkowska i Klaudia Alagierska.  Duże uznania należą się drugiej z wymienionych, która w niektórych meczach dawała naprawdę wartościowe zmiany i udowodniła, że warto po nią sięgać – na razie przynajmniej w roli zmienniczki.

Jak wyglądamy na poszczególnych pozycjach – przyjęcie i libero

Podobna sytuacja, jak na środku, jest też w przyjęciu. Zazwyczaj w pierwszym składzie występowały Martyna Grajber i Natalia Mędrzyk, ale szczególnie w drugiej połowie fazy interkontynentalnej wejście smoka dała Magdalena Stysiak, która nie tyle była udanym uzupełnieniem swoich bardziej doświadczonych koleżanek na pozycji, ale przede wszystkim bywało, że na drugim skrzydle odciążała w ataku Malwinę Smarzek, a to wyczyn wart uwagi i niesłychanie nam potrzebny. Trochę mniej grała Olivia Różański, ale ona była pewnie przygotowana na rolę rezerwowej.  Z drugiej strony, na tej pozycji problem ma charakter bardziej defensywny. Przy mocnej i precyzyjnej zagrywce rywalek, często nasze przyjmujące zostały odrzucane od siatki i miały problemy w przyjęciu. Jak wiadomo, siatkówka to gra przyczynowo-skutkowa, więc ten element przekładał się na słabsze rozegranie i trudniejszy do wykonania atak. Co do libero, w pierwszych turniejach uzupełnieniem dla Marii Stenzel na libero była Paulina Maj-Erwardt.

Prawie dekada oczekiwania

Po raz ostatni w Final Six Ligi Narodów (wtedy World Grand Prix) Polki wystąpiły… w 2010 roku, a więc od tego momentu minęła już prawie dekada. Wtedy w Ningbo udało się zdobyć punkt w przegranym meczu z USA, wygrać z Japonią i skończyć finałowy turniej na ostatniej pozycji. Wtedy grano systemem każdy z każdym, teraz każda z sześciu reprezentacji (Polska, Brazylia, Turcja, USA, Włochy i Chiny) zostanie rozlosowana do trzyosobowej grupy, w której rozegra dwa mecze. Turniej odbędzie się w dniach od 3 do 7 lipca w chińskim Nanjing.

Na pewno do Chin podopieczne Jacka Nawrockiego pojadą po to, by spisać się jak najlepiej i pokazać, że mogą powalczyć z lepszymi rywalkami. Na cuda nie ma co jednak liczyć. W fazie interkontynentalnej Polki z zespołów, które zagrają w Nanjing pokonały tylko Brazylijki. Wygrały jednak wszystkie mecze z rywalkami, które uplasowały się za nami (poza Serbią), co pokazuje, że ten zespół jest w szerokiej czołówce światowej i mając dobry dzień może ugrać naprawdę wiele.

Najważniejsze kwalifikacje olimpijskie

To i tak jest tylko pewien etap obecnego sezonu. W dniach od 2 do 4 sierpnia we Wrocławiu, Biało-czerwone powalczą o kwalifikację olimpijską. Rywalkami będą niegrające w elicie Ligi Narodów siatkarki Portoryko, reprezentantki Tajlandii, które w Lidze Narodów uległy Polkom 0:3, ale przede wszystkim… Serbki. To zapewne z bałkańską reprezentacją rozegra się mecz kluczowy, jeden z najważniejszych meczów ostatnich lat dla polskich siatkarek, który jednak wygrać będzie wyjątkowo trudno. Na razie więc, nie martwmy się na zapas, cieszmy z awansu Polek do Final Six Ligi Narodów i cieszmy się, że wreszcie mamy reprezentację na miarę oczekiwań, która funduje nam sporo emocji, a przy okazji trochę fajnej radości.

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 858 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*