Półfinały Pucharu Króla na remis

foto:PublicDomainPictures.com

W tym tygodniu odbyło się wiele spotkań w rozgrywkach o krajowe puchary. Nie inaczej było w Hiszpanii. W środę i czwartek rozegrano spotkania półfinałowe tego turnieju. Na Camp Nou, FC Barcelona podejmowała Real Madryt. Spotkanie ostatecznie zakończyło się remisem jeden do jednego. Zwycięzcy nie udało się wyłonić także w drugim meczu. Betis Sevilla na własnym boisku zremisował z Valencią 2:2.

Real Madryt – FC Barcelona 1:1 (0:1)

Bramki: 57’ Malcom – 6’ L. Vázquez.

Wydaje się, że piłkarze obu zespołów ,,postanowili”, by emocje związane z El Classico, trwały jak najdłużej. W żadnym wypadku, nie był to jednak nudny remis. Pod oboma bramkami działo się dużo, a spotkanie naprawdę mogło się podobać. W Realu Madryt, największe brawa należą się chyba dla Viniciusa. Brazylijczyk wręcz szalał na skrzydle, co i rusz stanowiąc zagrożenie dla formacji defensywnej Barcelony. To zresztą po jego świetnym rajdzie lewą flanką Real Madryt, już w 6 minucie spotkania, objął prowadzenie. Wspomniany Vinicius pomknął ile sił, by następnie świetnie dośrodkować do Karima Benzemy, który zgrał piłkę tuż pod nogę Lucasa Vázqueza, który pewnie wykorzystał szansę. Na zegarze Camp Nou, widniał więc wynik 0:1 dla gości. Z kolei największe zagrożenie dla Realu w pierwszej połowie stanowiły bardzo dobre dośrodkowania Malcoma. Po jednym z nich, niezwykle bliski szczęścia był Ivan Rakitić, ale w 32 minucie, jego strzał głową wylądował na poprzeczce bramki strzeżonej przez Keilora Navasa. Nie można było narzekać także na jakość prezentowaną przez oba zespoły w drugiej połowie. Swą świetną postawę, golem przypieczętował Malcom. W 57 minucie, do znakomicie zagrywanej w pole karne piłki starał się dopaść Jordi Alba, jednak uprzedził go interweniujący Keilor Navas. Piłkę do pustej bramki wbić próbował jeszcze Luis Suarez, jednak w ostatniej chwili futbolówkę wybijał Sergio Ramos. Spadła ona jednak tuż obok Malcoma, który precyzyjnym strzałem z prawej strony doprowadził do wyrównania, tym samym ustalając wynik. Oba zespoły miały jeszcze swoje szanse, jednak choćby Gareth Bale z Realu Madryt, czy Carles Aleñá z Barcelony, nie byli na tyle skuteczni by zmienić wynik meczu. Po meczu na Camp Nou wiadomo więc jedno: najważniejsze rozstrzygnięcie dopiero przed nami. Zapowiada się więc, że rewanżowy mecz obu zespołów, który odbędzie się 27 lutego na Santiago Bernabeu, może zapowiadać się jako kolejny świetny pojedynek.

Betis Sevilla – Valencia 2:2 (1:0)

Bramki: 45’ L. Morón, 54’ Joaquín – 70’ D. Cheryshev, 90’+2 K. Gameiro.

Niemniej ciekawe było drugie spotkanie półfinału Pucharu Króla. Na Estadio Benito Villamarín, Betis podejmował Valencię. Strzelanie w Sevilli, rozpoczął w 45 minucie Loren Morón. Cała akcja bramkowa, rozpoczęła się od świetnego dośrodkowania Sergio Canalesa wprost na głowę Sidneia. Brazylijczyk przedłużył piłkę właśnie do Lorena, który otworzył tym samym wynik. Drygi gol dla Betisu, to z kolei zasługa świetnego dośrodkowania Joaquína. Po konsultacji arbitra z wozem VAR okazało się, że piłka po jego dośrodkowaniu, przekroczyła linię bramkową. Mimo niezbyt dobrej sytuacji, Valencia zdołała doprowadzić do wyrównania. Gola kontaktowego, zdobył Denis Cheryshev, który wykorzystał płaskie dośrodkowanie z lewej strony pola karnego Kevina Gameiro. Okazało się, że nie było to ostatnie słowo gości w tym pierwszym półfinałowym spotkaniu. W doliczonym czasie gry, zdołali oni wyprowadzić szybką kontrę i tym samym zaskoczyć defensorów Betisu. Szybką akcję na linii Rodrigo Moreno-Kevin Gameiro, zakończył trafieniem ten drugi.

Wszystko wskazuje na to, że obraz rewanżu może mieć być podobny i obie drużyny do końca, walczyć będą o końcowy triumf i udział w kwietniowym finale Copa del Rey. Na razie jednak,  oba zespoły czeka rewanż, który zaplanowano na 28 lutego. Dojdzie do niego oczywiście na domowym obiekcie drużyny z Walencji, a więc Estadio Mestalla.

Sebastian Mamajek
O Sebastian Mamajek 112 artykułów
Piłką nożną interesuję się już od ponad 15. Jak łatwo więc policzyć "zjadła" mi ona ponad połowę życia. Od kilku głównym obiektem mojej specyficznej miłości stała się Najlepsza liga Świata, czyli oczywiście polska Ekstraklasa. Uważnie obserwuję zarówno jej lepsze, jak i gorsze momenty.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*