Piłkarskie derby Krakowa – czy to nadal te same mecze?

Foto: Wikimedia Commons

W ostatnią niedzielę miało miejsce jedno z najważniejszych spotkań każdego sezonu LOTTO Ekstraklasy. Derby Krakowa od lat fascynują kibiców nie tylko w stolicy Małopolski, ale też w całym kraju. To nie będzie felieton o złym zachowaniu któregoś klubu, o którym głośno w mediach w ostatnich dniach. Raczej zajrzymy w historię i przyrównamy ją do tego, co stało się w niedzielę. Nasuwa się też pytanie – czy to nadal są mecze o takim samym ładunku emocjonalnym?

Mecze o większym znaczeniu

Ktoś w Krakowie rządzić musi i mimo, że piłkarze do siebie animozji nie czują, nawet przed wielkimi derbami nastawienie jest trochę inne, niż do meczu z innymi zespołami Ekstraklasy – nawet takimi, jak Legia czy Lech. Oba zespoły powstały w 1906 roku. „Pasy” to pierwsi mistrzowie kraju z roku 1921 roku. Po tym wyczynie tytuł zdobywali jeszcze cztery razy i na tle bilansu największych rywali, którzy na koncie mają 13 mistrzostw Polski mimo wszystko wypada to słabo.

W każdej innej statystyce „Biała Gwiazda” też wypada lepiej. Zresztą zerknijmy na czasy bardziej współczesne i XXI wiek. Jeśli brać pod uwagę spotkania na najwyższym poziomie rozgrywkowym przez ostatnie czternaście sezonów (zaczęło się od 2004/2005) bilans jest dużo lepszy dla Wisły. W dwudziestu siedmiu spotkaniach wygrywała ona 14 razy, remisowała ośmiokrotnie, a tylko pięć razy musiała uznać wyższość Cracovii. W trakcie tych spotkań Wiślacy strzelali dwukrotnie większą liczbę goli (40:20).

Historyczny Jesus Imaz

Co ciekawe, w ostatni weekend do historii przeszedł Jesus Imaz. Hiszpan w drugich derbach miasta z rzędu wpakował do siatki rywala dwa gole. Po raz pierwszy zrobił to w poprzednim meczu – 13 grudnia 2017 roku, kiedy to Wisła zwyciężyla 4:1. W niedzielę ponownie dwa razy znalazł drogę do siatki i pokonał Macieja Gostomskiego. Wcześniej w 195. meczach bezpośrednich między dwiema wielkimi krakowskimi firmami nikt tej sztuki nie dokonał, a przecież przez oba zespoły przetoczyły się wielkie postacie polskiego futbolu!

Od przyjścia do Wisły dorobek ofensywnego gracza „Białej Gwiazdy” to 41 spotkań i 11 bramek. Jak wskazuje łatwy do przeprowadzenia rachunek gole strzelone Cracovii stanowią blisko 40% całego dorobku strzeleckiego Jesusa Imaza w naszym kraju. Pewnie „Pasy” w kolejnym spotkaniu już będą podwajać lub potrajać krycie do Hiszpana.

Pamiętne derby Krakowa

Pamiętamy wiele dobrych meczów w stolicy Małopolski, ale niektórym być może śnią się one po nocach do teraz, mimo że już zakończył karierę. Mowa o Mariuszu Jopie, który osiem lat temu – 11 maja 2010 roku – grał w Wiśle Kraków i w 93. minucie spotkania zdobył samobójczą bramkę, która w tamtym meczu dała remis 1:1.

Może nie byłoby to tak pamiętne, gdyby nie fakt, że była to przedostatnia kolejka sezonu, a „Biała Gwiazda” miała szansę na tytuł, tracąc do Lecha Poznań tylko jeden punkt przed dwoma ostatnimi meczami sezonu. Bramka defensora reprezentacji Polski na dobre jednak pozbawiła Wisłę marzeń o tytule. Mimo, że „Pasy” zajęły wtedy dopiero 12.  miejsce, te derby wryły się na dobre w pamięć kibiców i ekspertów!

Zbyt wielu obcokrajowców

Kilka lat temu w jednym z artykułów przeczytałem wypowiedź jednego z polskich zawodników, który wielokrotnie występowal w derbach Krakowa w latach 70-tych i 80-tych. Dokładnie nie pamiętam, kto to był, ale jedna z tez tego artykułu bardzo przypadła mi do gustu z powodu swej smutnej prawdy. Kiedyś, właśnie we wspomnianych latach jeszcze poprzedniej epoki w derbach Krakowa uczestniczyli piłkarze, dla których prymat i przewodnictwo w stolicy Małopolski było czymś zdecydowanie ważniejszym, niż teraz. Mecze miały jeszcze większy ładunek emocjonalny, a choć futbol był inny, podchodzono do tych spotkań dużo bardziej poważnie.

Teraz spoglądam sobie na kadry Wisły i Cracovii… W drużynie „Pasów” na 30 zarejestrowanych w pierwszej drużynie zawodników, aż 14 to obcokrajowcy. W Wiśle wygląda to odrobinę lepiej, bo tam na 24 zawodników pierwszej drużyny, „tylko” 8 pochodzi z zagranicy. Jednak człowiek, który przyjeżdża do Polski „za pracą” w LOTTO Ekstraklasie z innego kraju nie może czuć tego, co czuje Polak – najlepiej rodowity krakowianin, który wychodzi na piłkarski bój o prymat w mieście. Takie mecze kiedyś były, ale takich meczów już raczej nie będzie. Piłka nożna się zmienia, tracąc przy tym trochę… romantyzmu…

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 576 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*