Piłką w kalendarz: Poznański horror z happy endem

foto: Wikipedia

W dzisiejszym odcinku cyklu ,,Piłką w kalendarz” zajrzymy do Poznania. To właśnie na stadionie przy ulicy Bułgarskiej, mieliśmy okazję przeżyć jedną z najdramatyczniejszych potyczek polskiego klubu w europejskich rozgrywkach w najnowszym stuleciu. Drugiego października 2008 roku, Lech Poznań, mierzył się w rewanżowym spotkaniu z Austria Wiedeń. Stawka meczu, był awans do fazy grupowej Pucharu UEFA w sezonie 2008/2009.

Jeśli Lechici marzyli o występie w europejskich rozgrywkach, koniecznie musieli wygrać spotkanie na własnym stadionie. W pierwszym meczu, Austria pokonała zespół z Poznania 2:1. Mimo, że przewaga zespołu ze stolicy Austrii jak najbardziej była do odrobienia, to właśnie klub, w którym wówczas występował Jacek Bąk, był faworytem tej rywalizacji.

Mecz Lecha Poznań z Austrią Wiedeń, można uznać za pierwsze poważne zaznaczenie swej obecności na stadionach Starego Kontynentu. Widać, że bardzo dobry jak na polskie warunki zespół, nie musi stać na straconej pozycji. To, co najbardziej rzucało się w oczy tamtego październikowego wieczora to fakt, że piłkarze Lecha Poznań, od pierwszego gwizdka, aż do ostatnich sekund dogrywki, stanowili monolit.

Ogromny worek z bramkami, otworzył już po upływie dziesięciu minut Hernan Rengifo. Zawahanie defensorów Austrii Wiedeń, wykorzystał Sławomir Peszko, który niemal natychmiast odegrał piłkę do znajdującego się w sytuacji sam na sam z golkiperem Peruwiańczyka. Ten nie zmarnował okazji, zwiódł bramkarza i na zegarze poznańskiego widniało jednobramkowe prowadzenie Lecha.

W pierwszej odsłonie więcej bramek już nie padło, natomiast dalszy przebieg wydarzeń, to iście Hitchcockowskie napięcie. Kwadrans po gwizdku rozpoczynającym druga połowę, zawodnikom Austrii, udało się wyrównać stan rywalizacji. Dokonał tego, strzałem z jedenastu metrów Milenko Aćimović. Na ten moment, to goście meldowali się w fazie grupowej Pucharu UEFA. Gdy większość kibiców Lecha zgromadzonych na stadionie przy ulicy Bułgarskiej oraz przed telewizorami oswajała się z wizją odpadnięcia, Sławomir Peszko w 85 minucie zdobył gola na 2:1! Popularny ,,Peszkin”, który wówczas przeżywał jedne z najlepszych momentów swej kariery, wykorzystał świetne dogranie głową Roberta Lewandowskiego i nie pozostało mu nic innego jak w bardzo dogodnej sytuacji tuż przed bramką Austrii Wiedeń, doprowadzić do dogrywki. Wspomniany już wcześniej Lewandowski, również miał swój wydatny udział w końcowym triumfie Lechitów. Tym razem to Sławomir Peszko dogrywał piłkę przed pole karne, natomiast Robert uderzył instynktownie i bardzo precyzyjnie nie dając szans węgierskiemu bramkarzowi zespołu z Wiednia.

Jeśli jednak ktoś myśli, że były to końcowe akcenty tego niesamowitego widowiska, nie mógłby się bardziej pomylić. Oto dwie minuty późnie,j gola kontaktowego, który dawałby awans Austrii, zdobył Matthias Hattenberger. Austriacki pomocnik sprytnie znalazł sobie miejsce w polu karnym Lecha i płaskim strzałem głową uciszył stadion w Poznaniu.

O tym, że piłka jest nośnikiem bardzo wielu (często skrajnych) emocji nie trzeba nikogo przekonywać. Dzieje się to za sprawą momentów, w których myślałeś, że futbol niczym Cię nie zaskoczy, po czym zdarza się TA jedna akcja, która całkowicie odmienia niemal wszystko. Dla kibiców Lecha Poznań, taką akcją, był absolutnie nieprawdopodobny gol Rafała Murawskiego. Pomocnik Lecha zdobył go w… ostatniej minucie dogrywki. Kilka chwil wcześniej, fenomenalnie spisujący się tamtego wieczoru Sławomir Peszko dośrodkował w pole karne. Piłkę odebrał Robert Lewandowski, który zgrał ją w środkowy sektor pola karnego. Tam o futbolówkę, leżąc już na ziemi w asyście dwóch defensorów Austrii, powalczył Manuel Arboleda. Kolumbijczyk, korzystając z kiksu pilnującego go obrońcy zgrał piłkę właśnie do Rafała Murawskiego, który stadion Kolejorza w nieprawdopodobną radość. Dla wszystkich, było już więc jasne, że to zespół prowadzony przez Franciszka Smudę, pojawi się w fazie grupowej Pucharu UEFA.

Ranga tego niezwykłego widowiska może urosnąć szczególnie w obliczu ostatniego fatalnego roku polskich klubów w rywalizacji o europejskie puchary. Uwagę zwraca również to, że ustawienie Lecha na ten mecz, było bardzo ofensywne. Trener i piłkarze wiedzieli, że tylko zwycięstwo daje przepustkę do dalszej rywalizacji. Z perspektywy czasu widać, że obecnie brakuje właśnie takiego ,,pozytywnego ryzyka” oraz przekonania, że choćby miało się przegrać mecz, to piłkarze zrobią wszystko, by zaprezentować się w nim jak najkorzystniej. Miejmy nadzieję, że już za nieco ponad pół roku, polski ,,koszmar” w Europie dobiegnie końca, a kibice będą świadkami tak świetnych spotkań, jak to wspomniane w dzisiejszym odcinku cyklu ,,Piłką w kalendarz”.    

Ostatnia runda kwalifikacji Pucharu UEFA, 2 października 2008 roku

Lech Poznań – Austria Wiedeń 4:2 (1:0)

Bramki: 10’ H. Rengifo, 85’ S. Peszko, 98’ R. Lewandowski, 120’ R. Murawski – 61’ M. Acimović, 100’ M. Hattenberger.

Lech Poznań: Kotorowski, Wojtkowiak, Tanevski (112’ Djurdjević), Arboleda, Wilk, Peszko, Murawski, Stilić, Injać (84’ Reiss), Lewandowski, Rengifo.

Trener: Franciszek Smuda.

Austria Wiedeń: Safar, Standfest, Bąk, Majstrović, Sulimani (69’ Krammer), Blanchard, Hattenberger, Acimović, Okotie (102’ Diabang), Bazina (107’ Madl).

Trener: Karl Daxbacher.

Sebastian Mamajek
O Sebastian Mamajek 100 artykułów
Piłką nożną interesuję się już od ponad 15. Jak łatwo więc policzyć "zjadła" mi ona ponad połowę życia. Od kilku głównym obiektem mojej specyficznej miłości stała się Najlepsza liga Świata, czyli oczywiście polska Ekstraklasa. Uważnie obserwuję zarówno jej lepsze, jak i gorsze momenty.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*