Piłką w kalendarz: Popis Olisadebe w Kijowie

foto: Flickr

Dziś w cyklu ,,Piłką w kalendarz” przedstawiam mecz, w którym Polska niespodziewanie pokonała Ukrainę na inaugurację Eliminację Mistrzostw Świata 2002. Początek pięknej eliminacyjnej przygody, dwoma golami zaznaczył Emmanuel Olisadebe.  

W polskim futbolu dość łatwo można zauważyć pewną prawidłowość. Wielu selekcjonerów miało w swojej karierze z drużyną narodową takie mecze, po których w narodzie wracała wiara w polską reprezentację. Dla Jerzego Engela, takim meczem, był niewątpliwie eliminacyjny pojedynek z Ukrainą. Polacy nie jechali do Kijowa jako faworyci. Jerzy Engel wciąż nie potrafił odnieść zwycięstwa. Wśród kibiców i dziennikarzy narastało zniecierpliwienie. W zespole naszych wschodnich sąsiadów brylował wówczas Andrij Szewczenko, będący już graczem A.C. Milan. To właśnie na tym znakomitym napastniku miała opierać się główna siła ofensywna Ukraińców.

Jak widać Jerzy Engel rozpoczynał eliminacje mundialu w Azji w dość trudnych okolicznościach. Po spotkaniu okazało się jednak, że w o wiele lepszych nastrojach, stadion w Kijowie opuszczali piłkarze prowadzeni właśnie przez Engela. Prawdziwy popis gry dał w tym meczu Emmanuel Olisadebe. Popularny, nazywany później przez kibiców ,,Czarneckim” Nigeryjczyk, swymi dwoma trafieniami skutecznie uciszył tych, którzy poddawali w wątpliwość sens jego naturalizacji.

Okazało się, że na wybuch radości, polscy fani, którzy zjawili się na kijowskim obiekcie, nie musieli czekać zbyt długo. Już druga minuta pozwoliła Biało-Czerwonym wyjść na prowadzenie. Świetne dośrodkowanie z lewej strony pola karnego kapitalnie wykorzystał strzałem głową Emanuel i mogliśmy się cieszyć z drugiego gola czarnoskórego napastnika w reprezentacji Polski.

Mecz zaczął się fenomenalnie dla naszych piłkarzy, którzy wyszli na murawę bardzo zmotywowani. Jednak kilka minut później, Ukraińcom udało się zdobyć gola wyrównującego. Strzelił go oczywiście nie kto inny jak Andrij Szewczenko. Zakończył on ładną akcję zespołową gospodarzy. Przez moment mogło się więc wydawać, że Ukraińcy zdołają przejąć kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami.

Spotkanie miało jednak inny przebieg. Ponad pół godziny po swym pierwszym golu, Emanuelowi Olisadebe udało się podwoić swój dorobek. W boiskowym zamieszaniu, pod ukraińską bramką, do piłki wyskoczył właśnie Oli oraz Paweł Kryszałowicz. Niepewny bramkarz próbował wypiąstkował ją tuż pod nogi jednego z polskich piłkarzy jednak ten….trafił w słupek. Piłka dostała się później do kolejnego gracza polskiej kadry, który instynktownie zagrał ją w kierunku bramki. Finalnie dopadł do niej Olisadebe i Polacy znów prowadzili.

Choć Ukraińcy także mieli kilka groźnych okazji, to jedyne na co było stać piłkarzy legendarnego Walerego Łobanowskiego to tylko jedna bramka. Inaczej przedstawiała się sprawa z perspektywy zawodników reprezentacji Polski. Wynik na 3:1 ustalił Radosław Kałużny. Chwilę wcześniej świetnie wchodzącego w pole karne Kałużnego, wypatrzył Marek Koźmiński.

Stało się! Polacy wrócili z Kijowa z trzema punktami, a nastroje w kraju były bardzo dobre, choć wielu kibiców było zaskoczonych samym wynikiem, jak i przebiegiem meczu. Okazało się, że świetnie rozpoczęte eliminacje zakończyły się jeszcze lepiej. Jerzy Engel wprowadził reprezentację Polski na pierwszy od szesnastu lat mundial.

Eliminacje Mistrzostw Świata w Korei i Japonii, 2 września 2000. Stadion w Kijowie.

Ukraina – Polska 1:3 (1:2)

Bramki: 12’ Szewczenko – 2’, 35’ Olisadebe, 58’ Kałużny.

Ukraina: Kernozenko, Holowko, Łużnyi, Dmitrulin, Popov (76’ Kosovski), Waszczuk, Husin, Timoszczuk (45’ Zubov), Szewczenko, Worobiej (62’ Yashkin)

Trener: Walery Łobanowski

Polska: Dudek, Kłos (85’ Hajto), Zieliński, Wałdoch, Żewłakow, Koźmiński (89’Krzynówek), Kałużny, Iwan, Świerczewski, Juskowiak (70’ Gilewicz), Olisadebe.

Trener: Jerzy Engel

 

Sebastian Mamajek
O Sebastian Mamajek 112 artykułów
Piłką nożną interesuję się już od ponad 15. Jak łatwo więc policzyć "zjadła" mi ona ponad połowę życia. Od kilku głównym obiektem mojej specyficznej miłości stała się Najlepsza liga Świata, czyli oczywiście polska Ekstraklasa. Uważnie obserwuję zarówno jej lepsze, jak i gorsze momenty.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*