Młodzieżówka stworzyła historię, teraz czeka na losowanie

Foto: Wikipedia

Jak wiemy doskonale, mecz seniorskich drużyn Polski i Portugalii nie był wczoraj jedynym między tymi reprezentacjami. Inną, piękniejszą historię napisała kadra Czesława Michniewicza, która w fantastycznym stylu pokonała na Estadio Municipal gospodarzy 3:1 i awansowała na turniej, który w przyszłym roku odbędzie się we Włoszech i San Marino.

Trzy zabójcze ciosy

Polacy nie byli faworytami tego spotkania i trudno było się spodziewać, że po porażce u siebie, pokonają Portugalię na ich własnym terenie. Jeszcze mniej osób spodziewało się, że Polacy wejdą w mecz w takim stylu, stąd wielu kibiców na stadionie i przed telewizorami przecierało oczy ze zdumienia, gdy najpierw w 5. minucie Krystian Bielik fantastycznie wyskoczył do piłki dośrodkowanej z rzutu rożnego i umieścił ją w siatce, a trzy minuty później w podobny sposób – tylko z rozgrywanej akcji – wynik na 2:0 podwyższył Dawid Kownacki. Potem tempo meczu na chwilę się uspokoiło, ale po 24. minutach spotkania Portugalczycy leżeli już na deskach po raz trzeci, kiedy to kontrę naszej reprezentacji – po dośrodkowaniu piłki z prawego skrzydła – znakomicie wykończył Sebastian Szymański.

Wtedy już wiedzieliśmy, że jeśli nasi piłkarze będą grali uważnie w obronie, skupiali się na spokojnej grze i nie dali rozpędzić rywalom, wszystko będzie dobrze i kadra Czesława Michniewicza pojedzie do Włoch i San Marino. Nie znaczy to, że mecz był spokojny. Duże brawa należą się Kamilowi Grabarze, który kilka razy zaliczył fenomenalne interwencje, ratujące nasz zespół przed stratą gola. Nie udało mu się to tylko jeden raz, gdy Diogo Jota – ten sam, który strzelił bramkę kilka dni temu w Zabrzu – wykorzystał strzałem głową bardzo dobre dośrodkowanie w pole karne i zdobył – jak się później okazało – jedyną bramkę dla gospodarzy tego spotkania.

Takie niespodzianki tworzą piękno futbolu

Historie tego typu pamięta się długo. Przysłowiowy „kopciuszek” po nieznacznej porażce w pierwszym meczu u siebie przyjeżdża na rewanż, by gospodarze mogli dopełnić kwestię awansu. Dzieje się jednak coś zupełnie odwrotnego i nagle skazana na pożarcie drużyna gra mecz życia i awansuje na wielką imprezę. Gdy dodatkowo chodzi o reprezentację Polski, przy każdej takiej okazji musimy czuć dumę i wielką radość.

Po raz pierwszy w XXI wieku

Dość jednak tych górnolotnych słów. Teraz pora przejść do suchych faktów. Ostatni raz Polacy na Euro wystąpili w 2017 roku, ale turniej był organizowany w naszym kraju, więc Biało-czerwoni mieli pewne miejsce. Na boisku awans został po raz ostatni wywalczony… na Euro 1994. W naszej ekipie grali wtedy tacy piłkarze jak Radosław Majdan, Jacek Bąk, Tomasz Hajto, Piotr Świerczewski, Cezary Kucharski czy Olgierd Moskalewicz. Śmiało można powiedzieć, że te 24 lata to już dwa piłkarskie pokolenia, które minęły od tamtego czasu.

Czekamy na losowanie

Znamy już też podział na koszyki przed losowaniem eliminacji, które odbędzie się w piątek 23 listopada w Bolonii. Polacy znaleźli się w trzecim koszyku z Serbią Chorwacją, Belgią, Austrią i Rumunią. Z tego grona trafi nam się jeden przeciwnik. Nasi inni potencjalni rywale robią wrażenie. Pierwszy koszyk tworzą Włochy, Niemcy i Anglia, z drugiego możemy trafić na Hiszpanów, Duńczyków i Francuzów. Jedno jest pewne. – faworytami do wyjścia z grupy nie będziemy…

Rozstawienie trzech drużyn w pierwszych dwóch koszykach i sześciu w koszyku ostatnim powoduje, że wylosowane zostaną trzy grupy z czterema zespołami. Do każdej grupy trafi więc jedna drużyna z pierwszego i drugiego koszyka oraz po dwie z koszyka ostatniego. W półfinale zagrają zwycięzcy grup oraz drużyna mająca najlepszy bilans z drugich miejsc. Turniej odbędzie się w dniach od 16 do 30 czerwca 2019 roku.

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 576 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*