Misja ,,Ivan” nieudana

foto: Wikipedia

W niedzielę porażką z Lechią Gdańsk, zakończyła się 5-miesięczna misja Ivana Djurdjevica jako trenera Lecha Poznań. Niestety, wydaje się, że pomysł by to Serb obejmował posadę szkoleniowca Kolejorza wydaje się niezbyt przemyślany już od samego początku…

Zwolnienie Ivana Djurdjevica ze stanowiska trenera Lecha Poznań wywołało niemałe zdziwienie w mediach piłkarskich w Polsce. Jasne, że Lech Poznań w ostatnim czasie prezentował formę ogromnie daleką od oczekiwań sympatyków klubu ze stolicy Wielkopolski. Czarę goryczy przelał choćby Zeszłotygodniowy mecz Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa. Aktualny lider I-ligowych rozgrywek wygrał tamto spotkanie 1:0, ale długimi fragmentami Lech mówiąc brutalnie nie bardzo wiedział co dzieję się na boisku, a gracze Rakowa momentami bawili się z zespołem Ekstraklasy i wręcz uczyli ich futbolu. Nie inaczej było zresztą zeszłej niedzieli w Poznaniu. W meczu z Lechią Gdańsk, raził kompletny brak pomysłu na grę i odwrócenie niekorzystnego rezultatu. Gdyby tego było mało, na trybunach stadionu przy Bułgarskiej, pojawiło się tylko dziewięć tysięcy fanów. Martwi to tym bardziej, że Lech Poznań zwykle mógł się poszczycić dość wysoką jak na standardy Ekstraklasy średnią widzów podczas meczów. W teorii wydaje się więc, że wobec niezbyt dobrej passy Lecha, zwolnienie Ivana Djurdjevica nie było niczym niezwykłym. Tu pojawia się problem… I to niestety niejeden.

Polega on na tym, że Djurdjevic jak nikt inny z grających w przeszłości w Lechu obcokrajowców wrósł w specyfikę poznańskiego zespołu. Od razu po zakończeniu kariery został trenerem grup młodzieżowych a później także zespołu rezerw. W opinii przedstawicieli Lecha Poznań, taki przebieg kariery trenerskiej Ivana, miał ostatecznie przygotować go do roli pierwszego szkoleniowca. Według nich projekt pod nazwą ,,Ivan Djurdjevic na ławce Lecha Poznań” trwał kilka lat. Jeśli było tak w rzeczywistości to ogromnie trudno zrozumieć decyzję o tak szybkim rozstaniu się z Djurdjewicem. Przypomnijmy, że konferencja, na której oficjalnie zaprezentowano Serba jako nowego opiekuna Kolejorza odbyła się z końcem maja tego roku. Jak nietrudno więc obliczyć, jego obecność na stanowisku, trwała niewiele ponad pięć miesięcy. Decyzja ta pokazuje dość dużą niekonsekwencję władz Lecha względem swoich pierwotnych założeń.

Sytuacja robi się jeszcze bardziej zagadkowa gdy do przedstawionych wyżej faktów dodamy i to, że przed pucharowym starciem z Rakowem, trener Djurdjevic przebywał na kursie Szkoły Trenerów PZPN w Białej Podlaskiej. Jak się okazało później, było to spowodowane tym, iż Serb nie posiadał wymaganego wykształcenia by bez przeszkód objąć funkcję trenera pierwszego zespołu. Uzyskał takie prawo, ponieważ federacja wydała zgodę na pracę w Ekstraklasie pod warunkiem, że uzupełni on swe kwalifikacje. W tym miejscu rodzi się oczywiste pytanie: skoro zarząd Lecha Poznań przygotowywał Djurdjevica przez lata, to dlaczego w tym czasie nie wymagała od niego by wykonał odpowiednie kursy? Ta sytuacja dowodzi, że ,,misja Ivan” wbrew zapowiedziom, nie była przemyślana tak dogłębnie jak zapewniał o tym choćby Piotr Rutkowski. Wydaje się, że Serb nie był w pełni gotowy merytorycznie by podjąć się tak trudnego zadania, jakie postawiły przed nim władze klubu z Poznania. Ta świadomość boli tym bardziej, jeśli wie się jak bardzo zależy Djurdjevicovi na dobru Lecha Poznań. Niestety, mimo najszczerszych chęci, czasem samo serce i emocje włożone w ukochany klub, przegrywają w starciu z czasem czysto teoretyczną wiedzą piłkarskiego trenera i doświadczeniem zdobywanym przez lata pracy w rozmaitych zespołach.

Wydaje się więc, że z całą sympatią dla niezwykle oddanego Lechowi Poznań Ivanovi, jego plan odbudowy Kolejorza i wyjście z marazmu, jaki w ostatnich sezonach trawi ten klub, z góry był skazany na niepowodzenie. Po pierwsze dlatego, że Djurdjevic zwyczajnie nie zdążył mówiąc dobitnie ,,połamać sobie zębów” w ligowej szarzyźnie. Jak na debiutanta, został wrzucony na zbyt wysokiego konia. Niestety, ale wydaje się, że największą winą należy za zaistniałą sytuację obarczyć włodarzy Lecha Poznań. To w końcu Jacek Rutkowski stał się twarzą tej zmiany i to on zdecydował się niejako ,,wpuścić” byłego zawodnika Lecha do szatni pierwszego zespołu. Dlatego biorąc pod uwagę szumne zapowiedzi o odbudowie klubu rękami Serba oraz rzekomego kilkuletniego przygotowywania go do roli jaką miał pełnić, decyzja o zakończeniu współpracy budzi ogromny niesmak. Pożegnali się z Djurdjevicem w momencie pierwszego potknięcia. Całkowicie zaprzecza to więc tezie o zaufaniu i dawaniu szansy rozwoju. Nawet jeśli prezes Rutkowski znajdzie odpowiedniego kandydata do zastąpienia Ivana, nie ma pewności, że zmiana przyniesie oczekiwany efekt. Lech Poznań stanie więc przed kolejną w ostatnich latach niewiadomą. Jak więc widać, atmosfera na korytarzach stadionu przy Bułgarskiej jest zapewne daleka od hurraoptymizmu. Jak na razie trenerem pierwszego zespołu, do momentu znalezienia godnego następcy, został Dariusz Żuraw. Kibice Kolejorza muszą więc uzbroić się w cierpliwość i zwyczajnie czekać na bieg wypadków.

Sebastian Mamajek
O Sebastian Mamajek 66 artykułów
Piłką nożną interesuję się już od ponad 15. Jak łatwo więc policzyć "zjadła" mi ona ponad połowę życia. Od kilku głównym obiektem mojej specyficznej miłości stała się Najlepsza liga Świata, czyli oczywiście polska Ekstraklasa. Uważnie obserwuję zarówno jej lepsze, jak i gorsze momenty.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*