Mecz z Portugalią jak brzytwa dla tonącego Brzęczka?

foto: Pixabay

Już za kilka godzin w portugalskim Guimaraes odbędzie się pożegnalny dla reprezentacji Polski mecz w premierowej edycji Ligi Narodów UEFA. Polacy będą musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego. A to tylko jeden z wielu problemów, przed którymi przyszło stanąć Jerzemu Brzęczkowi. Jeszcze we wrześniu, po meczu w Bolonii, wydawało się przecież, że wózek z napisem ,,kadra narodowa” zaczyna wracać na przyzwoitej jakości tory. Z każdym kolejnym meczem optymizm jednak malał…

Gdy reprezentacja Polski, pokiereszowana kompletnie zawalonymi Mistrzostwami Świata w Rosji mierzyła się we wrześniu z Włochami, w wielu kibicach nieśmiało i bardzo powoli wracał optymizm i wiara w to, że dobra dyspozycja polskich piłkarzy, nie stała się tylko melodią przeszłości. Na boisku w Bolonii, imponowaliśmy zaangażowaniem, wolą walki. Bardzo udanie wypadała na tle nie byle jakiego przecież rywala współpraca na linii Piotr Zieliński-Robert Lewandowski. Ba! Ten pierwszy strzelił przecież premierowego gola za kadencji trenera Jerzego Brzęczka. Wydawało się, że w końcu zaczyna radzić sobie z rolą ,,dyrektora kreatywnego”. Do kategorii bardzo udanych, należy także zaliczyć występ Bartosza Bereszyńskiego. Defensor Sampdorii, powstrzymywał w zarodku niezbyt zresztą liczne ataki Włochów. Jedyne, za to poważne zastrzeżenia, można było mieć do dyspozycji Jakuba Błaszczykowskiego. To on był głównym winowajcą straty punktów z Italią, kiedy sfaulował w polu karnym Alessio Cerciego a sędzia podyktował rzut karny, wykorzystany przez rywali. Summa summarum jednak, po premierowym meczu, mogliśmy z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Niestety, to uczucie niezbyt długo mogło nam towarzyszyć. Już w meczu towarzyskim z Irlandią, gra naszych zawodników przypominała męczarnie. Przez większość meczu nie mogliśmy nawet w małym stopniu wykrzesać potencjału ofensywnego. Fatalne wrażenie, tylko nieznacznie poprawił wyrównujący gol Mateusza Klicha. Zgrupowanie zakończyło się więc dwoma remisami, które trzeba przyznać, dały pretekst do mocno mieszanych odczuć co do oceny gry kadry Jerzego Brzęczka. Najbardziej zastanawiający był fakt, że w przeciągu kilku dni, gra Polaków tak mocno się między sobą różniła. I to nawet mimo świadomości, że z Irlandczykami sprawdzili się zawodnicy z drugiego garnituru kadry narodowej.

Sytuacja zrobiła się bardzo napięta po październikowych starciach z Portugalią z Włochami. Przeciwko Portugalczykom, dobry mieliśmy właściwie tylko pierwszy kwadrans meczu, w którym rzeczywiście gra naszego zespołu mogła się podobać. Swą debiutancką bramkę zdobył Krzysztof Piątek. Od zdobytego gola… było już tylko gorzej. Polacy bronili się przed co raz to nowymi atakami gości. Po bramkach  Andre Silvy oraz samobójczym trafieniu Kamila Glika, Portugalczycy prowadzili 2:1. Dzieła zniszczenia dopełnił jeszcze trzecim golem Bernardo Silva i jasne stało się, że to nie Polacy zejdą z boiska, jako zwycięzcy. Wprawdzie Jakubowi Błaszczykowskiemu, udało się zdobyć kontaktowego gola, ale wynik 3:2 w zupełności nie oddaje skali dominacji gości tamtego wieczoru.

Podobny przebieg miał rewanżowy mecz z Włochami. W pierwszej połowie cudem nie przegrywaliśmy kilkoma golami. Ostatecznie goście strzelili gola niemal w ostatniej akcji meczu, ale nie pozostawili wątpliwości dlaczego to oni zgarnęli trzy punkty. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniła czwartkowa przegrana w towarzyskim spotkaniu z Czechami.

Moim zdaniem, Jerzy Brzęczek niestety zaczyna tracić kierownicę nad zespołem. Symptomem takiego stanu rzeczy, mogą być chciażby wątpliwości Roberta Lewandowskiego, co do taktyki obranej przez nowego selekcjonera, wyrażone w mediach. To zresztą taktyczne aspekty gry Polaków budzą największe zstrzeżenia. Selekcjoner nie w porę zaczął chyba zdawać sobie sprawę, że polski piłkarz jest wręcz genetycznie stworzony do gry z kontry. Naiwnością jest sądzić, że nadejdzie taki czas gdy Polacy będą grać z klepki i wręcz ,,mieszkać” w polu karnym rywala. Zdziwienie budziło też nagłe postawienie na grę bez nominalnych skrzydłowych. Wyraźnie było widać, że bez tego elementu, tracimy istotny element zaskoczenie. Za dowód niech posłuży fakt, że w meczu z Włochami w Chorzowie, zaczęliśmy zagrażać rywalom dopiero, gdy na boisku pojawili się ustawieni na flankach Błaszczykowski i Grosicki.

Mimo, że Zbigniew Boniek zapowiada, że rozliczać Jerzego Brzęczka zacznie dopiero za eliminacje EURO 2020, to i w jego wypowiedziach, zauważyć można oznaki zniecierpliwienia. Mimo wszystko jednak, należy trzymać kciuki za korzystny rezultat w Portugalii. Przed meczem z Niemcami, też pojawiało się więcej wątpliwości niż głosów wiary, a jednak Polakom udało się osiągnąć historyczną wygraną. Miejmy nadzieję, że pozytywny wynik, będzie kamieniem milowym, który pozwoli uwierzyć, że Jerzy Brzęczek, może jeszcze liczyć na kilka szczęśliwych dni jako trener reprezentacji Polski. Wygrana (lub nawet remis!) jest ważna z jeszcze jednego powodu. Da nam możliwość uniknięcia najtrudniejszych rywali w kwalifikacjach do rozegranych za dwa lata mistrzostw Starego Kontynentu. Na koniec wypada więc zapytać: Jeśli nie dziś, to kiedy?!

Sebastian Mamajek
O Sebastian Mamajek 83 artykuły
Piłką nożną interesuję się już od ponad 15. Jak łatwo więc policzyć "zjadła" mi ona ponad połowę życia. Od kilku głównym obiektem mojej specyficznej miłości stała się Najlepsza liga Świata, czyli oczywiście polska Ekstraklasa. Uważnie obserwuję zarówno jej lepsze, jak i gorsze momenty.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*