Liga Europy: Żaden polski klub nie został bez szans

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wczoraj polscy pucharowicze rozegrali pierwsze spotkania II rundy kwalifikacji piłlkarskiej Ligi Europy. Mecze na swoich stadionach rozegrały: Jagiellonia Białystok (z Rio Ave) i Górnik Zabrze (z AS Trencin). Na wyjeździe z Szachtiorem Soligorsk zmierzył się Lech Poznań. Bilans: zwycięstwo-remis-porażka. Trudno określić, jak potoczą się drugie spotkania polskich klubów, ale… mam swoje przemyślenia.

Niebezpieczna analogia

Najlepiej na swoim stadionie poradziła sobie Jagiellonia Białystok, ale oglądając to spotkanie przyszła mi do głowy dość ciekawa myśl. W sezonie 2010/2011 w Lidze Europy wielką furorę zrobił Lech Poznań. Trafiając do grupy z Juventusem Turyn, Manchesterem City i Red Bullem Salzburg, klub ze stolicy Wielkopolski był skazywany na pożarcie. Tymczasem wygrał dwa spotkania z Red Bullem, jedno z Manchesterem City, dwa razy zremisował z Juventusem i awansował dalej. Na jesień Lech w pierwszej rundzie pucharowej mierzył się ze Sportingiem Braga i tu zaczynają się analogie do wczorajszego meczu.

Po pierwsze, wczoraj też mieliśmy do czynienia z pojedynkiem polsko-portugalskim. Po drugie, w czasie pierwszego meczu Lecha z Bragą warunki na boisku były dalekie od idealnych, z powodu gęstych opadów śniegu, jakie miały miejsce tamtego wieczoru. W meczu Jagiellonii pogoda również nie rozpieszczała, a oberwanie chmury, jakie miało miejsce na kilkanaście minut przed początkiem meczu stworzyło wielkie kałuże na murawie, przez co w trakcie gry piłka często się zatrzymywała, a jej rozgrywanie było bardzo trudne. I teraz dochodzę do sedna, w obu przypadkach w pierwszym meczu słabszą grę polskiego zespołu maskowały warunki atmosferyczne i po trudnych spotkaniach udało się wygrać 1:0. Siedem lat temu Braga obnażyła braki drużyny z Poznania w rewanżu, zwyciężając 2:0. Jeśli Jagiellonia chce zatrzymać tę niebezpieczną analogię, w rewanżu musi zagrać dużo lepiej, bo wczoraj – mimo zwycięstwa – przekonująco to nie wyglądało.

Górnik skrzywdzony przez sędziego

Drugim polskim zespołem grającym mecz u siebie był Górnik Zabrze. Stawiając na polskich zawodników, Marcin Brosz pokazuje, że w ten sposób też można osiągnąć wartościowe wyniki, a korzyść – nie tylko dla klubu, ale też dla polskiej piłki – będzie dużo większa, niż w przypadku stawiania na zagraniczną przeciętność. Wczoraj w składzie ponownie widzieliśmy wielu polskich zawodników, którzy momentami naprawdę stworzyli sporo zagrożenia pod bramką rywala.

Szkoda straconego gola, ale przede wszystkim szkoda tego, co na boisku w Zabrzu wyrabiał arbiter. Tomasz Loska wybijał piłkę spod bramki i Igor Angulo stojąc na środku boiska wyprzedził dwóch obrońców. Już miał wyjść sam na sam z bramkarzem, gdy nagle… sędzia gwizdnął kompletnie absurdalnego spalonego, karząc jeszcze Hiszpana żółtą kartką. Powiem szczerze – dawno nie byłem tak oburzony na decyzję sędziego, jak wczoraj. To była decyzja skandaliczna, która nie może mieć miejsca na meczu ligi okręgowej, prowadzonym przez początkującego sędziego, a miała miejsce tutaj.

Remis Lecha

Najtrudniej wypowiadać mi się o spotkaniu Lecha Poznań, gdyż nie było nam dane zobaczyć tego spotkania. Faktem jest jednak, że remis 1:1 na trudnym białoruskim terenie jest naprawdę wartościowym wynikiem i w mojej opinii to właśnie ekipa Ivana Djurdjevicia ma z trzech polskich drużyn największe szanse, by za tydzień cieszyć się z awansu do kolejnej rundy. Dalej w mojej osobistej kolejce jest Jagiellonia i Górnik. Uważam jednak, że wszystkie trzy drużyny mają jeszcze szansę na awans…

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 189 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*