Leo Messi i reprezentacja – najbardziej toksyczny związek piłkarski

Foto: Wikipedia

Copa America 2019 zakończyła się w niedzielę. Trofeum wygrała Brazylia, ale po raz kolejny w ostatnich latach głośno było o Leo Messim, który jako gwiazda reprezentacji Argentyny po raz kolejny nie udźwignął presji lidera drużyny. „Albicelestes”0 przegrali w półfinale z odwiecznym rywalem – Brazylią.

Jeden z najlepszych w historii z fatum w reprezentacji

Lionel Messi jest bez wątpienia jednym z najlepszych graczy na świecie – nie tylko obecnie, ale biorąc też pod uwagę całą historię futbolu. Idzie za tym oczywiście ogromna wartość marketingowa, milionowe zarobki, ale przede wszystkim umiejętność bajecznej postawy na boisku i nieprzeciętnej bramkostrzelności. Jego indywidualne sukcesy są tak rozległe, że nie ma sensu ich wszystkich tutaj przytaczać. Wystarczy, że napiszemy o Argentyńczyku jako najlepszym piłkarzu w plebiscycie FIFA w latach od 2009 do 2012 i w 2015 roku. Problem zaczyna się, gdy… Messi zakłada koszulkę „Albicelestes”.

Napastnika FC Barcelony od lat frustruje brak sukcesów w reprezentacji Argentyny. Największe osiągnięcie to wicemistrzostwo świata w 2014 roku po przegranym finale z Niemcami (0:1 w dogrywce). Na kolejnych miejscach trzeba wymienić mistrzostwo olimpijskie z Pekinu z 2008 roku i Mistrzostwo Świata U-20 z 2005 roku. Są też cztery medale Copa America, ale… żadne złoto. Czy Argentyńczyk jeszcze coś wygra z reprezentacją?

Lionel Messi strzelił więcej goli dla reprezentacji Argentyny niż jakikolwiek inny gracz w historii – ma na koncie 68 bramek w 136 meczach. Wygrał także trofeum dla najlepszego piłkarza Mistrzostw Świata w 2014 roku jako najlepszy gracz finału. Rok później był najlepszym strzelcem w turnieju Copa America. Co z tego, skoro – jak pisaliśmy wcześniej – nie przeniosło się to na sukces całej reprezentacji, która ma w sobie gen przegrywania z Messim w składzie w decydujących meczach – tak było w World Cup 2014, tak było też trzy razy w Copa America.

Copa America umocniło klątwę

Mówi się już otwarcie o klątwie Leo Messiego. Pokazała ją tegoroczna impreza, gdy Argentyna już na otwarcie ostudziła wielkie oczekiwania, przegrywając 0:2 z Kolumbią. Potem już było lepiej – remis 1:1 z Paragwajem i wygrana niezbyt przekonująca z Katarem 2:0. W ćwierćfinale przyszło zwycięstwo z Wenezuelą 2:0, a potem zaczęła się skandaliczna historia…

Argentyna – przy dużej pomocy sędziów – uległa w półfinale 0:2 Brazylii, po czym wygrała 2:1 z Chile w meczu o 3. miejsce. Szerokim echem odbiła się kuriozalna czerwona kartka dla gwiazdora FC Barcelony, po której nie wyszedł on do dekoracji ogłaszając, że we wszystkich tych wydarzeniach dużą rolę odegrała korupcja i że on w takiej degrengoladzie nie chce brać udziału.

Odpowiedź na pytanie

Z jednej strony wielu mówi – nie ma lepszego i nie było w historii. Z drugiej – jego odwieczny rywal – Cristiano Ronaldo, Pele czy wielki niegdyś rodak Diego Maradona na gruncie reprezentacyjnym Messiego biją na łeb na szyję. Stąd jest bardzo prawdopodobne, że niegdyś będzie się o Messim mówić, jako o najlepszym graczu w historii futbolu klubowego (603 gole w 687 występach, 419 goli i 169 asyst w 452 meczach w La Lidze – oba to rekordy wszech czasów , 51 bramek w 73 meczach Pucharu Hiszpanii i 112 bramek w 135 meczach Ligi Mistrzów – wszystko dla Barcelony), ale jako przeciętnym w stosunku do umiejętności piłkarzu reprezentacyjnym. Chyba, że Argentyńczyk będzie próbował do skutku…

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 858 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*