Legia lustrzanym odbiciem stanu polskiej piłki

Foto: Flickr

Za nami II runda kwalifikacji piłkarskiej Ligi Mistrzów i… znowu zostaliśmy brutalnie sprowadzeni na ziemię. Legia Warszawa w fatalnym stylu żegna się z rozgrywkami, przegrywając z klubem, grającym w lidze, której zespoły razem wzięte mają budżet mniejszy, niż ona sama. A to znaczy, że jesteśmy już prawie na dnie.

Dwa sezony temu ta sama Legia pisała nową – po części wspaniałą – historię polskiej piłki. W grupie z Borussią Dortmund, Realem Madryt i Sportingiem Lizbona co prawda nie miała większych szans na wyjście do kolejnej fazy, ale nikt nie zapomni fantastycznego meczu z Realem przy Łazienkowskiej i remisu 3:3, a także zwycięstwa u siebie ze Sportingiem Lizbona, które dało awans do kolejnej fazy Ligi Europy – z 3. miejsca w grupie LM.

Dwa lata później ta sama ekipa jest rozbita, zagubiona i przegrana. Brak jej dobrego lidera, który by poprowadził zespół na boisku, brak jej charyzmatycznego trenera, który twardo trzyma piłkarzy i w końcu – co chyba najważniejsze – brak jej prezesa, który miałby wizję. Dariusz Mioduski zagubił się już dawno, dawno temu… Ciągle myśli o trenerze na lata – takiego zatrudnia, a po jakichś kilku miesiącach zazwyczaj okazuje się, że to jednak nie to i degrengoladę zaczynamy od nowa.

Polityka kadrowa też nie zachwyca. Przyjście najlepszego strzelca ligi – Carlitosa – miało być uzdrowieniem ofensywy mistrzów Polski i w asyście takich piłkarzy jak Jose Kante przynieść sporo bramek. Tymczasem, tego pierwszego było stać tylko na gola w I rundzie kwalifikacji z Cork City, a drugi strzelił bramkę w ostatnim meczu ligowym z Koroną w Kielcach, ale tak właściwie to do zachwytów też daleko. Na Słowacji jedyną bramkę zdobył… obrońca Inaki Astiz…

A w Trnavie dwaj zawodnicy mistrza Polski pokazali głupotę piłkarską na poziomie najwyższym. Marko Vesović i Domagoj Antolić – piłkarze z Bałkanów, więc wiadomo, że charakter bywa porywczy, ale… to po prostu skandal, żeby w tak ważnym meczu po otrzymaniu jednej żółtej kartki, dwóch zawodników (!) prokurowało sytuację, w której wylatują z boiska. Za to powinno się jakoś karać…

I teraz dochodzimy do najgorszego. W zeszłym sezonie klub z Warszawy był najlepszy w tej śmiesznej lidze… z 11 (!) porażkami w 37 meczach. Prawie 1/3 spotkań przegrali i zostali najlepszą drużyną w lidze piłkarskiej 40-milionowego kraju, który spokojnie mógłby zainwestować w dobrze rozwijającą się młodzież i system szkolenia, ale prezesi klubów wolą ciepłe posadki, przeciętniaków z zagranicy i spływającą na konta kasę. Tak wielkiej piłki się nie zbuduje… A żeby ją zbudować, trzeba by teraz wszystko zrewolucjonizować i zbierać plony za jakieś 10-15 lat, a czy ktoś z tych ludzi będzie miał odwagę na to czekać? Odpowiedzmy sobie sami…

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 189 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*