Kuba Błaszczykowski – legenda z niepewną przyszłością

Foto: Wikipedia

Jakub Błaszczykowski w zeszłym tygodniu stał się wolnym zawodnikiem. Teraz, po długiej karierze w Niemczech, rekordzistę pod względem ilości występów w reprezentacji Polski czekają nowe wyzwania. Miał być powrót do Wisły, ale z racji cyrku, jaki w ostatnich miesiącach wyrabia się w Krakowie, na taki scenariusz nie ma szans.

Piękna niemiecka kariera

Jakub  Błaszczykowski na szerokie wody wypłynął w Wiśle Kraków. W klubie z Małopolski zadebiutował w sezonie 2004/2005, gdy klub zdobył jubileuszowe dziesiąte Mistrzostwo Polski. To w  barwach „Białej Gwiazdy” zagrał 51 spotkań i zdobył 3 bramki. Bardzo związał się z klubem z Reymonta i przez całą karierę obiecał sobie, że jeśli gdzieś ma wrócić na piłkarskie zakończenie kariery, to właśnie do Krakowa. Tak się dziwnie złożyło, że wtedy, gdy Kuba zakończył swoją niemiecką karierę, jego ukochany klub znalazł się nad przepaścią.

Błaszczykowski za naszą zachodnią granicą stał się prawdziwą gwiazdą. To on był pierwszym z ogniw fantastycznego tria Piszczek – Błaszczykowski – Lewandowski, które potem w ekipie żołnierzy Jurgena Kloppa podbijało serca kibiców Borussii Dortmund, walcząc nie tylko w Bundeslidze, ale i europejskich pucharach. Kuba z zespołem dwa razy z rzędu wygrywał rozgrywki Bundesligi – w sezonie 2010/2011 oraz 2011/2012. Wtedy to w 58 występach polski pomocnik zdobył 9 goli i był jednym z głównych architektów tamtych sukcesów. Nie można też zapominać o fantastycznej drodze Borussii do finału Ligi Mistrzów w sezonie 2012/2013, kiedy to Kuba zagrał 711 minut w 10 spotkaniach, zdobywając jednego gola. W sumie, przez 9 sezonów gry za naszą zachodnią granicą, Kuba rozegrał 253 mecze – strzelił 32 gole i zaliczył aż 52 asysty. To na Signal Iduna Park czuł się najlepiej.

W sezonie 2015/2016 przyszedł epizod w Fiorentinie, gdzie nie mógł się przebić do pierwszego składu, choć mimo to w 15 meczach Serie A zdobył dwa gole. Potem wrócił do Niemiec, by trzy sezony rozegrać w VfL Wolfsburg. Jednak nawet wtedy nie zapomnieli o naszym prawym pomocniku na Signal Iduna Park. Gdy „Wilki” przyjechały do Dortmundu, z trybun przed spotkaniem rozległo się głośne „Kuba”, „Kuba”, co było znakiem, że tam nadal o nim pamiętają.

Ważne gole w reprezentacji

Spokojnie można powiedzieć, że mimo fantastycznej klubowej historii – w Dortmundzie, we Florencji, czy Wolfsburgu – zawsze na pierwszym miejscu dla Kuby były występy w reprezentacji. Zadebiutował w niej 28 marca 2006 roku podczas spotkania towarzyskiego z Arabią Saudyjską, wygranego 2:1. Zagrał wtedy 45 minut, po czym został zmieniony przez swojego klubowego kolegę – Pawła Brożka. Na pierwszą bramkę Błaszczykowskiego w kadrze narodowej kibice czekali do 22 sierpnia 2007 roku, gdy w meczu towarzyskim z Rosją (2:2) wpisał się na listę strzelców w 77. minucie. Cztery minuty wcześniej bramkę na 1:2 zdobył Jacek Krzynówek, który – jak wiadomo też długo grał w Niemczech, ale już dawno zakończył karierę.

Myślę, że kibice reprezentacji bez mrugnięcia okiem mogą wymienić jego ważne bramki w kadrze Leo Beenhakera, Franciszka Smudy czy Adama Nawałki.  Jedno z ostatnich spotkań na starym Stadionie Śląskim – mecz z Czechami w eliminacjach MŚ 2010, które Polska wygrywa 2:1 – najlepszy mecz tamtych eliminacji w wykonaniu tamtej drużyny. Ponad 3,5 roku później – 12 czerwca 2012 roku – mecz naszego narodowego Euro 2012 – pamiętne zejście z prawego skrzydła do środka pola karnego i strzał nie do obrony dla rosyjskiego bramkarza – wyrównanie na 1:1, które dało nam jeden punkt i przywróciło los do naszych rąk.

Już za czasów Adama Nawałki doświadczony Błaszczykowski też potrafił zdobywać niezwykle ważne bramki. Euro 2016 – najpierw mecz z Ukrainą, sprytne rozegranie piłki z rzutu rożnego, znalezienie Kuby w polu karnym i strzał pod poprzeczkę, który daje wtedy jedyną bramkę tamtego spotkania. W kolejnym meczu – 1/8 finału, były piłkarz Borussii Dortmund zdobywa bramkę otwierającą wynik – na 1:0 – po szybkiej kontrze piłka trafia do niego, gdy stoi sam na sam naprzeciwko Yanna Sommera, płaskim strzałem nie daje bramkarzowi Szwajcarów najmniejszych szans. Bez tego nie byłoby awansu do ćwierćfinału, z którego pamiętamy tego spudłowanego przez Kubę karnego, przez którego odpadliśmy z turnieju. Ale co ciekawe… nie ma fali hejtu, niechęci, głupich internetowych komentarzy. Wielu innych piłkarzy w takiej sytuacji zostałoby obrzuconych mięsem i błotem, ale nie Jakub Błaszczykowski, który przez wiele lat był podporą tej kadry.

Co dalej?

W ostatnich latach kariera doświadczonego prawego pomocnika trochę skręciła. W kadrze już nie jest tak potrzebny – na Mundial się załapał, ale tam nie zagrał nic wielkiego i zaczęło się skreślanie Kuby z tej reprezentacji. Gdy trenerem został jego wujek – Jerzy Brzęczek jego powołania dla zawodnika stały się dość kontrowersyjne – nie grał w Wolfsburgu, a mimo to w kadrze miał pewne miejsce. To faktycznie niektórych mogło frustrować… Może to jednak nie koniec przygody?

Jednak Błaszczykowski to legenda. Ten artykuł brzmi trochę tak, jakbyśmy pisali naszemu doświadczonemu zawodnikowi piłkarski nekrolog, ale tak nie jest. Koniec przygody z Wolfsburgiem i grą w Niemczech to świetny temat, by pokazać, jak wspaniałą i bogatą karierę miał ten zawodnik. Szkoda, że na ten moment Błaszczykowski nie może spełnić swojego marzenia o grze w Wiśle. Wszystko wskazuje na to, że czekają go w wieku 33 lat kolejne zagraniczne wojaże – może do słabszej ligi, gdzie będzie miał pewne miejsce w składzie i będzie mógł pokazać pełnię swoich bogatych możliwości, a może do Górnika Zabrze, z którym też podobno coś jest na rzeczy. Co do kadry  – w tej chwili trudno spekulować o przyszłości. Kilka miesięcy temu Błaszczykowski stał się rekordzistą pod względem ilości występów w reprezentacji Polski – w tej chwili ma ich na koncie 105. Czy będzie więcej? Niczego nie można wykluczyć…

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 621 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*