Kończcie Waść… Wstydu już nie oszczędzicie…

Foto: Wikipedia

Tydzień temu – po meczach II rundy kwalifikacji Ligi Europy raczej chwaliłem polskich pucharowiczów. Dziś się z tego ironicznie śmieje, bo w zderzeniu z poważnym futbolem znowu jesteśmy parodystami. A jeśli w starciu z mistrzem Luksemburga za statystów robi mistrz Polski, to wiem, że tak źle za mojego życia jeszcze nie było.

Były już różne kompromitacje – Wisła Kraków swego czasu przegrywała z Levadią Talinn czy Karabachem Agdam. Lech Poznań ulegał w dwumeczu  Żalgirisowi Wilno, w końcu Jagiellonia też miała moment za czasów Michała Probierza, gdy ulegała Irtyszowi Pawłodar. A w ostatnich latach najbardziej upokarzająca była chyba porażka Cracovii ze Shkendiją Tetowo. Szczerze? Wczoraj do Warszawy przyjechali jak po swoje zdecydowanie więksi amatorzy i… wywieźli zwycięstwo 2:1, momentami bawiąc się ze stołecznymi piłkarzami, uważanymi za profesjonalistów.

Legię po wczoraj trzeba objechać najbardziej, bo bez względu na fatalną organizację w klubie, osobę tymczasowego trenera, w końcu atmosferę w szatni – wszystko powinno być odstawione na bok, a na boisku powinny decydować umiejętności piłkarskie. Tymczasem spoglądam na statystyki tego meczu – tylko w statystyce celnych strzałów (5:4) Legia jest stroną przeważającą. Problem w tym, że więcej okazji i szans na bramkę mieli Luksemburczycy. Gdyby wczoraj na boisku znajdowali się mistrzowie kraju bardziej cywilizowanego piłkarsko, ten mecz skończyłby się wynikiem 1:4 lub nawet 1:5.

Jeszcze bardziej przytłaczające statystyki miał w swoim meczu Lech Poznań. Gdy statystyka ogólnej liczby strzałów pokazuje 21:5 dla gospodarzy, a „Kolejorz” przez całe 90 minut oddaje 1 (!) celny strzał, to jest to jasny powód, by pomyśleć sobie – co ta drużyna robi w tym miejscu? Jak ona tam się dostała? Lech przegrał 0:2 i choć drugi mecz gra u siebie, to w starciu z wyższą kulturą piłkarską na wiele liczyć nie możemy.

I w końcu Jagiellonia.  Tu narzekania będzie najmniej, bo i ten mecz wyglądał całkiem dobrze w wykonaniu polskiego zespołu. Bardzo, bardzo szkoda straconej w 85. minucie bramki, bo wynik 0:0 byłby dużo bardziej przyszłościowy, niż 0:1 u siebie. To był jedyny mecz wczoraj, w którym polski zespół pokazał serce do gry, zaangażowanie i walkę.  „Jagi” skreślać nie można, co pokazała podczas ostatniego wyjazdu do Portugalii, gdzie rywalowi strzeliła cztery bramki. Jeśli przyjdzie większe wyrachowanie, większa skuteczność i w końcu skuteczniejsza gra w tyłach, możemy zobaczyć klub z Podlasia w IV rundzie kwalifikacyjnej, co byłoby wielkim sukcesem… Na dwie pozostałe drużyny liczyć bardzo trudno…

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 459 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*