Gregor Schlierenzauer – wielka gwiazda, która szuka powrotu

Foto: Wikipedia

Status gwiazdy zyskał w 2007 roku, gdy Adam Małysz zdobywał swoje ostatnie Mistrzostwo Świata i Kryształową Kulę. Przez kilka sezonów wygrał 53 konkursy Pucharu Świata i ustanowił pod tym względem rekord wszech czasów. Od kilku lat spadł jednak z piedestału i próbuje wrócić na swój dawny poziom. Gregor Schlierenzauer w ten weekend powalczy… w Pucharze Kontynentalnym…

Kariera wielka, ale… krótka

7 stycznia Gregor Schlierenzauer skończył 29 lat. Nawet jak na skoczka narciarskiego jest to wiek, w którym jeszcze przez kilka lat można skakać na zadowalającym poziomie, co pokazuje wielu innych zawodników. Problem w tym, że Gregor swój wielki okres miał od razu na początku kariery i chyba po prostu zbyt szybko się wypalił. Mógł stać się bezapelacyjnie najlepszym skoczkiem wszech czasów, ale nadmierna eksploatacja w młodym wieku uczyniła chyba sporo szkód w jego mentalności.

Pierwsze podium, a zarazem zwycięstwo pucharowe Austriak odniósł 3 grudnia 2006 roku na skoczni w Lillehammer. W tamtym sezonie wygrywał w sumie pięciokrotnie i zameldował się na 4. miejscu klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wszyscy wróżyli Austriakowi wielką karierę. I taka faktycznie była przez kilka lat. W sezonie 2008/2009 „Schlieri” wygrał aż 13 konkursów indywidualnych Pucharu Świata, w tym sześć z rzędu – od drugich zawodów w Zakopanem, przez rywalizację w Vancouver, Sapporo i tak aż do Willingen. Skoki w Kanadzie były jednocześnie próbą przedolimpijską i mało kto wtedy typował, że ktoś może zagrozić wspaniałemu Austriakowi, który w tamtym sezonie zdobył 2083 punkty z przewagą 307 oczek nad Simonem Ammannem.

Rok później  na igrzyskach to jednak Szwajcar święcił największe triumfy, zdobywając trzecie i czwarte złoto olimpijskie, w obu konkursach plasując się zaraz za Adamem Małyszem. Gregor zadowolił się tylko dwoma brązowymi medalami w konkursach indywidualnych i złotem w drużynie. W dorobku ma jeszcze drużynowe srebro zdobyte w Soczi – cztery lata później. Co do Pucharu Świata w sezonie 2009/2010 – też nie był to wymarzony czas. Mimo 8 zwycięstw „Schlieri” przegrał o 368 punktów z Simonem Ammannem. Wydawało się jednak, że w wieku 20 lat Austriak ma jeszcze czas, by poczekać na olimpijskie złoto indywidualne i kolejną Kryształową Kulę.

W kolejnych dwóch latach tytułów jednak nie było, a tylko 9. i 2. miejsce w Pucharze Świata. Dopiero podczas kampanii 2012/2013, czyli kolejnego sezonu przedolimpijskiego Austriak nie pozostawił złudzeń rywalom, wygrywając w 10 konkursach – z dorobkiem 1620 punktów – aż o 621 oczek wyprzedził kolejnego w klasyfikacji Andersa Bardala.

W sumie Gregor Schlierenzauer ma na swoim koncie cztery medale olimpijskie (złoto – srebro – dwa brązy), 12 medali Mistrzostw Świata (6 złotych, 5 srebrnych i 1 brązowy), 5 medali Mistrzostwach Świata w lotach (4 złote i 1 srebrny), dwa Puchary Świata oraz dwa z rzędu zwycięstwa w Turnieju Czterech Skoczni. Do tego dochodzi rekord 53 wiktorii w zawodach Pucharu Świata, co przebija osiągnięcie słynnego Fina Mattiego Nykanena.

Zmierzch formy – teraz pora na… Puchar Kontynentalny

Od sezonu 2015/2016 wszystko leci w dół. Przez cztery kolejne rywalizacje 29-latek nie potrafi przekroczyć w Pucharze Świata bariery 100 punktów. W tym sezonie najlepszy jego wynik to 12. lokata w Kuusamo, jednak w czterech pozostałych konkursach obyło się bez punktów. Wtedy to właśnie – po zawodach w Niżnym Tagile – trenerzy podjęli decyzje o tym, że pora na treningi. Pod okiem byłego skoczka Floriana Liegla, Gregor walczył o powrót do formy w Seefeld i Planicy.

Wybór austriackiego miasta do treningu nie jest przypadkowy. To tam za nieco mniej, niż 1,5 miesiąca rozpoczną się Mistrzostwa Świata, które dla słynnego reprezentanta gospodarzy są głównym celem tego sezonu – na nie chce odbudować swoją dobrą formę. Droga do tego będzie wiodła przez Puchar Kontynentalny, który w najbliższy weekend zostanie rozegrany w Bischofshofen. Dotychczas w zawodach tej rangi, skoczek wystąpił dwa razy i to… w sezonie 2005/2006, gdy był 28. i 32. na średniej skoczni w Planicy. Od tamtego czasu sprawdzał się tylko z najlepszymi – w zawodach Pucharu Świata.

Austriakom przydałby się dominator

Kadra Austrii przeżywa w tym sezonie kolejny trudny czas. Mimo zmiany na stanowisku trenera reprezentacji i mianowaniem na to stanowisko Andreasa Feldera, skoczkowie nie błyszczą. Najwyżej – na 8. miejscu w klasyfikacji Pucharu Świata jest Stefan Kraft, który podczas Turnieju Czterech Skoczni złapał formę i zajmował 3. lokaty w Oberstdorfie i Bischofshofen oraz 2. miejsce w Innsbrucku. Gdyby nie fatalny konkurs noworoczny w Ga-Pa, Kraft byłby na podium turnieju.

Poza nim jednak nie widać wybijających się nazwisk. W 20-tce Pucharu Świata znajduje się jeszcze tylko Daniel Huber, który jest 15., daleko za czołówką znajdują się Manuel Fettner (28.) i Michael Hayboeck (31.) – obaj zapowiadali się w przeszłości na fantastycznych skoczków młodego pokolenia, teraz jednak – podobnie jak Schlierenzauer – muszą szukać formy. Stąd faktem jest, że reprezentacji spod znaku czerwono-biało-czerwonej flagi przydałby się ktoś, kto znowu wygrywałby konkursy. Ostatnim zwycięzcą zawodów Pucharu Świata z tego kraju był Stefan Kraft – 26 marca 2017 roku przypieczętował zwycięstwem w Planicy triumf w Pucharze Świata. Od tego czasu mija już… 655 dni!

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 621 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*